doll with grey eyes and brown hair

Opublikowano

przez

Najnudniejsza lektura szkolna – jaką książkę wspominam najgorzej?

Czy pamiętasz swoje lektury szkolne? Te, które musiałeś/aś przeczytać na lekcji polskiego, zanalizować, omówić i napisać o nich wypracowanie? Pewnie tak, bo lektury szkolne to nieodłączny element naszej edukacji i kultury. Niektóre z nich mogły Ci się podobać, niektóre nie, a niektóre mogły Cię znudzić na śmierć. W tym artykule podzielę się z Tobą moją opinią na temat najnudniejszej lektury szkolnej, jaką kiedykolwiek czytałam. Może się z nią zgodzisz, a może nie, ale zapraszam Cię do dyskusji i wymiany poglądów.

Co to znaczy nudna książka?

Zanim przejdę do konkretnej lektury, która według mnie jest najnudniejsza, chciałabym zastanowić się, co to właściwie znaczy, że książka jest nudna. Bo przecież to bardzo subiektywne i względne pojęcie. Co dla jednego jest nudne, dla drugiego może być ciekawe, a co dla jednego jest ciekawe, dla drugiego może być nudne. Dlatego nie chcę nikogo urazić ani obrazić swoim wyborem, tylko przedstawić własne spostrzeżenia i argumenty.

Dla mnie nudna książka to taka, która:

  • Nie wciąga mnie w swoją fabułę. Nie zaskakuje mnie, nie intryguje, nie budzi mojej ciekawości. Jest przewidywalna, banalna, schematyczna lub pozbawiona sensu. Nie obchodzi mnie, co się stanie z bohaterami, jak się rozwiążą ich problemy, jak się zakończy ich historia. Nie czuję emocji, napięcia, zainteresowania czy zaangażowania.
  • Nie przekazuje mi żadnej wartości. Nie uczy mnie niczego nowego, nie pogłębia mojej wiedzy, nie inspiruje mnie, nie rozwija mnie. Nie ma żadnego przesłania, morału, refleksji lub krytyki. Nie zmusza mnie do myślenia, analizowania, interpretowania lub oceniania. Nie ma żadnego wpływu na moje życie, poglądy, postawy lub zachowania.
  • Nie podoba mi się jej styl. Nie lubię jej języka, słownictwa, gramatyki, interpunkcji lub ortografii. Nie lubię jej narracji, punktu widzenia, czasu czy przestrzeni. Nie lubię jej środków stylistycznych, takich jak metafory, porównania, przenośnie, epitety, symbole czy aluzje. Nie lubię jej budowy, kompozycji, struktury czy układu. Nie lubię jej estetyki, klimatu, atmosfery czy nastroju.

Oczywiście, te kryteria nie są ostateczne ani niezmiennie. Może się zdarzyć, że książka, która spełnia jedno lub dwa z nich, nie będzie dla mnie nudna, a książka, która nie spełnia żadnego z nich, będzie dla mnie nudna. Wszystko zależy od indywidualnego odbioru, gustu, nastroju, okoliczności i innych czynników. Dlatego nie chcę nikogo przekonywać ani narzucać swojego zdania, tylko wyrazić swoje zdanie.

Jaka jest moja najnudniejsza lektura szkolna?

A więc, po tym wstępie, przejdźmy do sedna sprawy. Jaka jest moja najnudniejsza lektura szkolna? Nie będę Was dłużej trzymać w niepewności, więc zdradzę Wam od razu. Moją najnudniejszą lekturą szkolną jest…

„Lalka” Bolesława Prusa.

Tak, tak, wiem, że to klasyka polskiej literatury, arcydzieło realizmu, wielowymiarowa analiza społeczna, psychologiczna i historyczna, mistrzowskie studium postaci, bogactwo językowe i stylistyczne, i tak dalej, i tak dalej. Wiem, że ma wielu zwolenników, fanów i wielbicieli, którzy uważają ją za najlepszą, najpiękniejszą i najważniejszą powieść w historii polskiej literatury. Wiem, że jest to lektura obowiązkowa w szkole, na maturze i na studiach, i że trzeba ją znać, rozumieć i doceniać.

Ale ja nie mogę. Nie mogę się zmusić, żeby polubić tę książkę. Nie mogę się zmusić, żeby ją docenić. Nie mogę się zmusić, żeby ją przeczytać. Bo dla mnie jest nudna. Bardzo nudna. Nudna na maksa.

Dlaczego tak uważam? Oto moje argumenty:

  • Nie wciąga mnie w swoją fabułę. Nie interesuje mnie historia Stanisława Wokulskiego, bogatego kupca, który zakochuje się w pięknej i pustej Izabeli Łęckiej, córce zubożałej arystokracji, i próbuje zdobyć jej serce, ofiarowując jej swoje pieniądze, czas i uwagę. Nie interesuje mnie, jak Wokulski zmaga się z różnymi przeciwnościami, takimi jak zazdrość, intrygi, uprzedzenia, kryzysy, katastrofy czy samobójstwa. Nie interesuje mnie, jak Wokulski próbuje odnaleźć sens i cel swojego życia, szukając odpowiedzi w nauce, technice, polityce czy religii. Nie interesuje mnie, jak Wokulski kończy swoją historię, czyli uciekając z kraju, zostawiając wszystko i wszystkich za sobą. Nie obchodzi mnie to wszystko, bo nie czuję żadnej sympatii, empatii ani identyfikacji z Wokulskim ani z żadną inną postacią w tej książce. Nie czuję żadnego napięcia, zaskoczenia ani ciekawości, co się stanie dalej. Nie czuję żadnej emocji, zaangażowania ani zainteresowania.
  • Nie przekazuje mi żadnej wartości. Nie uczę się niczego nowego, nie pogłębiam mojej wiedzy, nie inspiruję się, nie rozwijam się. Nie ma dla mnie żadnego przesłania, morału, refleksji ani krytyki. Nie zmusza mnie do myślenia, analizowania, interpretowania ani oceniania. Nie ma żadnego wpływu na moje życie, poglądy, postawy ani zachowania. Nie wiem, co autor chciał mi przekazać, jakie miał intencje, cel i sens. Nie wiem, co ta książka ma mi dać, czego ma mnie nauczyć, jak ma mnie zmienić. Nie wiem, po co ta książka została napisana, po co jest czytana, po co jest ceniona.
  • Nie podoba mi się jej styl. Nie lubię jej języka, słownictwa, gramatyki, interpunkcji ani ortografii. Nie lubię jej narracji, punktu widzenia, czasu ani przestrzeni. Nie lubię jej środków stylistycznych, takich jak metafory, porównania, przenośnie, epitety, symbole czy aluzje. Nie lubię jej budowy, kompozycji, struktury ani układu. Nie lubię jej estetyki, klimatu, atmosfery ani nastroju. Dla mnie jest to książka trudna do czytania, monotonna, zbyt rozbudowana, zawierająca zbyt wiele opisów, dygresji i wątków pobocznych. Czytanie jej jest dla mnie wyzwaniem, a nie przyjemnością.

Oczywiście, rozumiem, że „Lalka” jest arcydziełem literatury i że wielu czytelników ją uwielbia. Moja opinia na jej temat jest wyłącznie subiektywna i niepretensjonalna. Nie mam zamiaru krytykować czy oceniać tych, którzy ją doceniają. Każdy ma prawo do własnego gustu i wyborów czytelniczych.

Dlaczego jednak warto czytać trudne książki?

Mimo że „Lalka” nie przypadła mi do gustu, uważam, że warto czasem sięgnąć po trudne książki, nawet jeśli są nudne lub niezrozumiałe. Dlaczego? Bo czytanie to nie tylko rozrywka, ale także forma nauki, rozwijania umysłu i wyzwania dla naszego intelektu. Trudne książki mogą nas zmusić do myślenia, analizowania, interpretowania i rozumienia bardziej skomplikowanych treści. Mogą otworzyć przed nami nowe perspektywy i możliwości. Mogą rozwijać naszą wyobraźnię, wzbogacać nasz słownik, kształtować naszą krytyczną myśl. Mogą uczynić nas lepszymi czytelnikami i lepiej przygotować nas do innych wyzwań w życiu.

Dlatego zachęcam do eksperymentowania z różnymi gatunkami literatury, autorami i stylami pisarskimi. Nie ograniczajmy się tylko do tych książek, które nam się podobają i są nam łatwe. Spróbujmy też tych, które nas wyzywają i frustrują. Być może odkryjemy w nich coś nowego i cennego. Być może zrozumiemy, dlaczego inni je cenią. Być może poszerzymy swoje horyzonty czytelnicze i intelektualne.

Podsumowując, każdy ma swoje własne upodobania i antypatie czytelnicze, i to w porządku. Nie ma jednej „najnudniejszej” lektury szkolnej, bo to subiektywna kwestia. Ważne jest, żebyśmy otwierali się na różnorodność literatury i dawali szansę trudnym książkom. Może kiedyś „nudna” lektura stanie się dla nas fascynującym odkryciem.


Przeczytaj także:


O mnie

Cześć, jestem Anna Miszkin, autorka Bloga Księgarnia Ania. Zawsze byłam zapaloną miłośniczką literatury i od wielu lat staram się dzielić tą pasją z innymi. Z wykształcenia jestem filologiem polskim, a moje doświadczenie zawodowe obejmuje nauczanie języka polskiego, pracę jako redaktor i korektor, a także prowadzenie własnej księgarni!