woman in white monokini lying on bed

Opublikowano

przez

Czy „50 Twarzy Greya” jest naprawdę tak złe? Czytam je po raz pierwszy w 2023 roku

Witaj, drogi czytelniku! Jeśli jesteś tutaj, to znaczy, że albo jesteś fanem „50 Twarzy Greya”, albo jesteś ciekawy, co tak naprawdę kryje się za tym znanym tytułem. A może jesteś jak ja – nigdy nie czytałeś tej książki, ale postanowiłeś to zmienić i sprawdzić, czy jest ona naprawdę tak zła, jak mówią. W tym artykule podzielę się z tobą moimi wrażeniami z lektury pierwszej części trylogii E.L. James. Czy byłem zaskoczony? Czy byłem rozczarowany? Czy byłem zachwycony? Zapraszam do czytania!

Jak to się zaczęło?

Zacznijmy od tego, jak w ogóle wpadłem na pomysł, żeby przeczytać „50 Twarzy Greya”. Otóż, jak pewnie wiesz, w tym roku ukazała się czwarta część tej serii, zatytułowana „Freed”. Jest to opowieść z punktu widzenia Christiana Greya, głównego bohatera i miliardera z ciemną przeszłością i skłonnościami do BDSM. Książka ta wywołała spore zamieszanie w mediach i wśród fanów. Niektórzy chwalili ją za to, że pokazuje inną stronę Christiana i jego uczucia do Ani. Inni krytykowali ją za to, że jest nudna, powtarzalna i pełna błędów. A ja… nie miałem pojęcia, o czym mówią. Bo nigdy nie czytałem żadnej części „50 Twarzy Greya”.

Tak, wiem, to może brzmieć dziwnie. Jak to możliwe, żeby przeoczyć taką sensację literacką? Przecież ta książka sprzedała się w ponad 150 milionach egzemplarzy na całym świecie. Przecież ta książka wywołała prawdziwą rewolucję w sferze erotyki i seksualności. Przecież ta książka była inspiracją dla wielu filmów, seriali i memów. Jak mogłem tego nie znać?

Odpowiedź jest prosta: nie interesowało mnie to. Nie lubię romansów ani erotyków. Nie lubię historii o bogatych i przystojnych facetach, którzy ratują biedne i naiwne dziewczyny. Nie lubię czytać o seksie pełnym przemocy i upokorzenia. Nie lubię też podążać za modą i czytać to, co wszyscy czytają. Wolę swoje ulubione gatunki: fantastykę, kryminały i literaturę faktu.

Ale coś we mnie się zmieniło. Może to była ciekawość. Może to była nudna pandemia. Może to była chęć poszerzenia horyzontów. W każdym razie postanowiłem dać szansę „50 Twarzy Greya” i sprawdzić na własnej skórze, co tak naprawdę kryje się za tym fenomenem.

Jakie były moje oczekiwania?

Zanim zacząłem czytać książkę, postanowiłem ustalić swoje oczekiwania. Wiedziałem już trochę o fabule i bohaterach dzięki filmom (które oglądałem tylko fragmentarycznie) i opinii znajomych (którzy albo uwielbiali książkę, albo nienawidzili). Wiedziałem też o kontrowersjach związanych z treścią i stylem pisania E.L. James. Wiedziałem, że nie jest to literatura wysokiej klasy, ale raczej guilty pleasure dla kobiet. Wiedziałem, że nie znajdę tu głębi psychologicznej, ale raczej prostą i przewidywalną historię. Wiedziałem, że nie będę się tu uczył niczego nowego, ale raczej bawił i śmiał z absurdów i kiczu.

Moje oczekiwania były więc niskie. Nie spodziewałem się cudów. Spodziewałem się raczej rozrywki na poziomie telenoweli lub komedii romantycznej. Spodziewałem się też, że będę się irytował i zżymał na głupotę i naiwność Ani, na arogancję i dominację Christiana, na ich nierealne i niezdrowe relacje, na ich monotonny i brutalny seks, na ich banalne dialogi i wewnętrzne monologi. Spodziewałem się, że będę chciał rzucić książką w ścianę lub podarować ją komuś, kto ją doceni.

Jakie były moje wrażenia?

A teraz przejdźmy do sedna sprawy. Jakie były moje wrażenia z lektury „50 Twarzy Greya”? Czy spełniła moje oczekiwania? Czy zaskoczyła mnie pozytywnie lub negatywnie? Czy zmieniła moje zdanie o tej książce lub o jej autorce? Czy poleciłbym ją komuś innemu? Czy chciałbym przeczytać kolejne części?

Odpowiedź na te pytania nie jest prosta. Bo moje wrażenia były mieszane. Z jednej strony, książka potwierdziła moje przypuszczenia. Była to rzeczywiście słaba literatura, pełna błędów, powtórzeń, niedopowiedzeń i niespójności. Była to rzeczywiście prosta i przewidywalna historia, bez większego sensu i celu. Była to rzeczywiście historia o nierealnych i niezdrowych relacjach, pełnych manipulacji, zazdrości i przemocy. Była to rzeczywiście historia o monotonnym i brutalnym seksie, który nie budził we mnie żadnych emocji ani podniecenia.

Z drugiej strony, książka zaskoczyła mnie też pozytywnie. Była to bowiem również zabawna i wciągająca lektura, która nie nudziła mnie ani przez chwilę. Była to również historia o ciekawych i złożonych bohaterach, którzy mimo swoich wad i problemów budzili we mnie sympatię i zainteresowanie. Była to również historia o namiętności i miłości, która mimo swojej patologii i dramatyzmu poruszała mnie i wzruszała.

Tak więc „50 Twarzy Greya” okazało się być dla mnie zarówno rozczarowaniem, jak i zaskoczeniem. Zarówno katorgą, jak i przyjemnością. Zarówno stratą czasu, jak i cennym doświadczeniem.

Jak oceniam tę książkę?

Na koniec chciałbym podsumować swoją ocenę tej książki. Nie jest to łatwe zadanie, bo jak już wspomniałem, moje wrażenia były mieszane. Nie mogę powiedzieć, że książka była dobra lub zła. Nie mogę powiedzieć, że książka była nudna lub ciekawa. Nie mogę powiedzieć, że książka była głupia lub mądra. Nie mogę powiedzieć, że książka była obrzydliwa lub piękna.

Mogę natomiast powiedzieć, że książka była inna.


Przeczytaj także:


O mnie

Cześć, jestem Anna Miszkin, autorka Bloga Księgarnia Ania. Zawsze byłam zapaloną miłośniczką literatury i od wielu lat staram się dzielić tą pasją z innymi. Z wykształcenia jestem filologiem polskim, a moje doświadczenie zawodowe obejmuje nauczanie języka polskiego, pracę jako redaktor i korektor, a także prowadzenie własnej księgarni!